Grupa naTemat

Kto nie może liczyć na moją pomoc?

Długo zastanawiałem się, czy publikacja tego artykułu będzie miała jakikolwiek sens. Każdy z nas zapewne przeżywa podobne rozterki duchowe, segregując i grupując w myślach ludzi na tych, którzy znaczą dla Nas dużo oraz tych, których najlepiej, by w ogóle nie było w naszym życiu. Ostatnie tygodnie to, w moim przypadku, istny roller-coster znajomości, emocji i przemyśleń, które dzisiaj znalazły swój finał w tym właśnie tekście.

Moją wypadową do wszelkich znajomości jest świadomość, że ludzi powinno się traktować w sposób taki, w jaki sami byśmy chcieli by Nas traktowano. Gruntem do każdej relacji, począwszy od powierzchownego kontaktu biznesowego, przez znajomość na różnych gruntach, po przyjaźń aż po grób powinny być szczerość oraz zaufanie. Nie wyobrażam sobie, by zawierać znajomości, które już na starcie będą podszyte obłudą oraz nieszczerymi zamiarami. A to wyczuwam na kilometr! Dokładnie! W życiu moim wielokrotnie spotykałem się z tego typu osobami, dzięki czemu mogę śmiało stwierdzić, że mój instynkt jest niemalże niezawodny. Charakterystyczne zachowania to tylko część bardzo szerokiej grupy różnych czynności towarzyszących osobom, które próbują wkupić się w Nasze łaski, lokując w tym przede wszystkim, a czasami wyłącznie własny interes.


Pewnie część z Was, wezmie mnie za prawdziwego ignoranta, który bezpodstawnie rości sobie prawo do oceny i podziału ludzi... niemniej jednak, żyjemy w państwie demokratycznym, dzięki czemu mogę sobie pozwolić na lekki subiektywizm i wyrażenie własnej, nie zmąconej niczym opinii.

Nie pomogę nigdy:

1. osobom fałszywym.


Trudno jest pomagać ludziom, którzy wcześniej zdążyli nadużyć twojego zaufania lub próbują ukryć, a tak naprawdę ostentacyjnie egzaltują własne plany, niekoniecznie związane z czymś pozytywnym, niosącym nadzieję na wspólny sukces lub radość. Można sobie „pluć w brodę”, że bezmyślnie dopuściło się ich do własnego życia, licząc na poprawę, czy sądząc, że nasze obserwacje to tylko wyolbrzymiona troska o własne dobro.

Życie nauczyło mnie jednak, właśnie poprzez takie osoby, że każde, nawet najmniejsze odczucie, powinniśmy traktować niezwykle poważnie, sprawdzając, czy aby na pewno nie jest ono odzwierciedleniem realnego stanu rzeczy.

Na własnym przykładzie, mogę, bez najmniejszego zawahania, stwierdzić, że pewne cele, które stawiałem sobie w życiu były spowalniane i zrzucane na boczny tor za przyczyną kłębiących się, jak szarańcza, fałszywych osób, chcących wyłudzić informację na temat wyżej wymienionych celów, sukcesu, codziennego życia, rodziny czy przyjaciół – chcących, mówiąc ogólnie, wniknąć w nawet najmniejszą molekułę czyjejś, w tym przypadku mojej, prywatności.

Zrażenie się do kogoś to jak wejście na minę. Jedno nadepnięcie i cała relacja wylatuje wysoko w powietrze, pozostawiając po sobie jedynie dziurę niesmaku, żalu, a chwile po tym lęku, by podobnie nie trafić na podobną, toksyczną relację.

2. osobom, które najpierw oceniają, a później poznają.


Kiedy poznaję kogoś nowego, z kim nie miałem nigdy okazji się spotkać i rozmawiać, udzielam tej osobie kredytu zaufania i sympatii, licząc, że rzeczywista interakcja „face2face” wyjaśni wszystko. Bez względu na płeć i okoliczności poznaję partnerów, traktuję ich partnersko i chcę partnerskiego traktowania. Nie wyklucza to oczywiście ostrożności. Nigdy nie słuchałem, ani nie dawałem wciągać się w dyskusje lub ploteczki na temat danej osoby, którą mam zamiar dopiero poznać. Budowanie obrazu danej jednostki to kwestia bardzo zindywidualizowana, związana z naszym intelektem, zainteresowaniami, pasjami, kanonami piękna, czy podejściem do pewnych spraw, w których każda osoba, może mieć absolutnie odmienne zdanie.

Nie wyobrażam sobie, by wypowiadać się na temat lub co gorsza wyśmiewać się z kogoś, kogo nie zdążyłem poznać, na podstawie czyichś opinii, relacji lub cudzych, osobistych przemyśleń. Osoby tego typu są u mnie skreślone na starcie i nic na to nie poradzę! Nie trawię polskiej, wszechwiedzącej Cebulandii, która wszędzie była i wszystko wie, a w rezultacie jej doświadczenia to tylko jadowite dyskusje na forach internetowych i portalach plotkarskich oraz nieustanne przelewanie czary goryczy własnych niepowodzeń.

Jeśli nawet mój najlepszy przyjaciel powiedziałby mi coś najgorszego na temat danej osoby, wziąłbym to pod uwagę i zostawił do późniejszej, mentalnej weryfikacji, bez uzewnętrzniania i negatywnego nastawiania się do danej jednostki.

W finalnym rozliczeniu zawsze lepiej traktować innych dobrze, bo jeśli nawet nie będzie to trafiony strzał, to w bardzo krótkim czasie ta osoba wyprowadzi nas z błędu ;)

3. wszystkowiedzącym uwłaszczeniowcom.

Niektórym wydaje się, że albo są najmądrzejsi na świecie, albo posiedli Nas na własność. Bzdura!

Roszczeniowy ton sfrustrowanego i wymagającego cudów od drugiej osoby Polaka to widok, który uruchamia we mnie mechanizm natychmiastowego wyparcia. Nie cierpię, kiedy ktoś mi rozkazuje, albo gdy komuś wydaję się, że przecież przerwanie wykonywanej właśnie przez siebie pracy to nic, by na pięć lub dziesięć minut oderwać się i poświęcić kwestii zupełnie dla nas nieważnej. No, ale przecież MUSISZ! Pomiędzy prośbą „Czy mógłbyś pomóc mi rozwiązać ten problem” a „Rozwiąż ten problem!” jest wielka różnica, tak samo jak pomiędzy „Czy mógłbym Cię prosić o szklaneczkę Pepsi? a „No kiedy ja to Pepsi w końcu dostanę, przecież czekam?!” Nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać...u mnie zazwyczaj obie reakcje przeplatają się, a poza nimi dołącza również uczucie totalnego zażenowania daną osobą. Trzeba mieć bowiem w sobie wiele tupetu, by w ten sposób zachowywać się w stosunku do drugiej osoby.

Pozornie oddzielną, a w rezultacie absolutnie podobną kwestią, są wszystkowiedzący. Rozumiem, że można być ekspertem w danej dziedzinie lub nawet w kilku, ale nie można być Omnibusem! Wybaczcie! Co więcej dana osoba nie może wymagać ode mnie, ani od innych, by przystać na jej rację i rzekomo prawdziwe teorie. Jeśli słyszę od kogoś nieustannie i permanentnie, że ma rację , uruchamia się we mnie tok myślowy, mający na celu ustalenie czy dana osoba jest totalnym ignorantem, czy potrzebuje natychmiastowej wizyty u specjalisty psychologa. Niestety, w większości przypadków ignorancja to następstwo zaburzeń psychicznych, w związku z czym jako przyszły lekarz muszę zaapelować, by traktować takie osoby z szacunkiem i empatią :(

4. zazdrosnym papierosom.

I nie chodzi mi w tym momencie o przedmiot, który wiele ofiar nikotynizmu wielbi ponad wszystko! Zazdrość to bardzo nikczemne uczucie, a człowiek-papieros to, z punktu widzenia psychologicznego, osoba, mająca pozornie na Nas dobry wpływ, a w rezultacie będąca powodem naszych niepowodzeń oraz złego samopoczucia. Wydaje się, że zazdrość dotyczy tylko osoby, która ją odczuwa... nic bardziej mylnego. Jest to zbiór bardzo skrajnych emocji, które w bardzo łatwy sposób przelewają się na niewinne jednostki, krzywdząc je i niwecząc, wcześniej założone, plany.

Paląc papierosa odczuwamy radość, spokój i zrelaksowanie – podobnie jest z taką właśnie osobą; wydaje nam się, że obcując z nią, będziemy w stanie wyrzucić z siebie całą negatywną energię, własne problemy i po ludzku otworzyć się oraz uzewnętrznić własne rozterki. Nie wiemy jednak, ze intencje danej jednostki nie są szczere, a jedynym celem jest osiągniecie dobra lub stanu, o który jest się zazdrosnym.Nie jesteśmy bowiem świadomi faktu, że ten papieros niszczy nas od środka, bardzo powoli, ale za to niezwykle skutecznie. Traktowanie tego typu osób jak przyjaciół to wielki błąd, o którego popełnieniu dowiadujemy się wówczas, kiedy nasze sprawy wyszły już dawno poza ramy prywatności i są w posiadaniu osób, które życzą nam jedynie szybkiego upadku na „ziemię”.

Ponadto, tego typu persony, wpływają bardzo negatywnie na Nasz samorozwój poruszając we wspólnych konwersacjach jedynie kwestie związane z rzeczami materialnymi, pieniędzmi, pozycją czy osiąganiem najwyższego poziomu lansu! Słuchając Naszych odpowiedzi, same nakręcają się i popychają dalej falę zazdrości i daleko idącej nienawiści do jednostki, dla której jest to absolutnie normalne i codzienne.

„Nowa koszula... ile zapłaciłeś?... Nowy zegarek... gdzie kupiłeś?... Wyjazd wspólny z rodzicami za granicę... dokąd, na ile i za ile?... Ale Ci fajnie! Co twoi starzy robią?...”


Kto z kim przestaje, taką ma energię i zapał do życia. Stąd też nienawidzę otaczać się ludźmi pozornie pozytywnymi, którzy pod zasłoną miłego uśmieszku, ukrywają własną frustrację i zazdrość, oddziałując nas Nas, niwecząc cele, plany oraz radość. Słuchają naszych zwierzeń, nie narzucają się, tylko często pytają, za każdym razem coraz bardziej szczegółowo i głęboko, skrzętnie analizując każdy Nasz krok, by w przyszłości, kiedy przyjdzie czas, by rzucić nałóg, zaatakować ze zdwojoną siłą i przypomnieć o sobie od strony, której nie było nam dane poznać! Wyjątkowo wredny przypadek!

5. osobom niewiarygodnym finansowo.

Mam z moimi kumplami i przyjaciółmi niepisaną zasadę, wynikającą z naszej znajomości, że nie rozliczamy się. Jest to absolutnie oczywiste dla nas, że jeśli jedna osoba coś kupi raz, kolejna zapłaci za drugim... Potrzeba odwzajemnienia to jedno z podstawowych kryteriów, które weryfikuje, czy dana osoba może być moim chociażby kumplem, znajomym lub partnerem biznesowym. I mówiąc o odwzajemnianiu, nie mówię o zakupach za kilka tysięcy złotych, bo umówmy się, że każdego budżet jest inny, tylko o prozaicznej butelce wina, puszce piwa czy deserze w restauracji. Wystarczy magiczne słowo „Dzięki!” i sprawa załatwiona...

Mamusia od dziecka uczy nas, by kobiety przepuszczać w drzwiach, a za rachunki w restauracjach placić jeśli jest to spotkanie, na które nasza wybranka lub przyjaciółka została zaproszona. Osobiście niezależnie od tego, czy jest to spotkanie z dziewczyną, przyjaciółką czy znajomą, jeśli zainicjowane chociażby w małym procencie bardziej przeze mnie, ja opłacam rachunek. „Moje dziewczyny” to mistrzynie klasy i dobrego smaku, wiedząc, że nie lubię odmowy, postanowiły podzielić się ze mną na zasadzie – Ja płacę rachunek, One napiwek! Obie strony nie czują się wówczas zobowiązane, sprawa jest absolutnie czysta!

Pewnego dnia spotkałem kolegę, bliskiego znajomego, który zaproponował wspólny wypad na krótki lunch. Spotkanie było dość interesujące... wspólna konwersacja, kawa, sałatka Cezar i na końcu rachunek....okazało się, że kolega zapomniał wziąć karty płatniczej i brakuje mu kilku złotych, by uregulować własną należność za rachunek. Poprosił mnie uprzejmie, bym uregulował całą kwotę, zobowiązał się wówczas, że nazajutrz podczas spotkania w większym gronie, na którym oboje mięliśmy być obecni odda należne 40 czy 50 złotych... nie widziałem problemu, do czasu, kiedy nazajutrz sprawa pieniędzy nagle rozpłynęła się w powietrzu, a owy kumpel udawał przysłowiowego „Greka”.

Jeden upomniałby się już dawno o należne 50 złotych, ale Ja nie należę do tego typu osób... w świetle mojej straty to poważna WADA; dla osoby, która mówiąc krótko „wykiwała mnie” to wielka ZALETA! W rezultacie, nigdy już nie spotkałem się z tym człowiekiem na podobne spotkanie, widzieliśmy się kilka razy na mieście, ale nasza relacja za każdym razem ograniczała się do przywitania w biegu.

Pewnie część Was stwierdzi, że było to standardowe zapomnienie i zwykłe przypomnienie o fakcie byłoby w tym przypadku wystarczające; w moim mniemaniu, zadłużając się u kogoś, nie powinniśmy generować dodatkowych niekomfortowych sytuacji dla pożyczającego, który i tak swoim gestem robi Nam wielką przysługę. Rzadko zdarza mi się pożyczać, ale jeśli taka sytuacja ma miejsce, wolę zapisać ten fakt w telefonie lub po prostu w momencie spotkania z daną osobą, jeśli nie do końca pamiętam ile byłem winien, zapytać wprost bez żadnej zgryźliwości, lecz ze zwykłą ludzką sympatią.

Inna bardzo krótka, ale wymowna sytuacja miała miejsce w sklepie spożywczym, zaraz po wypadzie na kręgle, za które osobiście zapłaciłem. Znajomy mojej przyjaciółki kupił sześć piw, które mięliśmy wypić oglądając wspólnie film. Po wyjściu ze sklepu uraczył mnie tekstem... „Za twoje wyszło ok 6 złotych” i wręczył mi paragon. Nie czekając długo wyciągnąłem z portfela dwa „miedziaki” i wręczyłem mu należność, wymigując się w tym samym momencie ze spotkania, nagłym problemem w firmie. Moja przyjaciółka zrozumiała dosadnie całą sytuację, również wymigując się innymi obowiązkami. Finalnie oglądnęliśmy ten film razem, bez obecności niezbyt zdolnego „Pana Księgowego” :)

W tym przypadku zastanawia mnie jak trzeba być małostkowym człowiekiem, by rozliczać z człowieka z tak drobnych kwot, wiedząc, że przed chwilą ta osoba wydała na Ciebie 90 złotych z czystej ludzkiej sympatii.

Może i są to drobiazgi, ale wychodzę z założenia, że jeśli ktoś nie potrafi ogarnąć tak prozaicznych kwestii, w momencie większego problemu polegnie i nawali na całej linii. Może to trochę wścibskie i niestosowne, by testować ludzi w ten sposób, ale cóż można poradzić, skoro nasze całe życie to jeden wielki test klasy, honoru, zasad i dobrego wychowania. Wolę wiedzieć kto w moim życiu jest naprawdę ze mną, a kto jest dla własnej wygody i zysku.

Podsumowując, warto pamiętać, że Nasze życie to w wielkiej części ludzie, którzy wspólnie je z Nami budują. Nie powinniśmy decydować się na półśrodki i godzić się na coś co nie jest w zgodzie z naszym charakterem i zasadami. Poszukiwania idealnego kolegi czy koleżanki to trudna droga i musi „wiele wody upłynąć w strumieniu”, by w pełni poznać daną jednostkę.
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj